Artykuły

Zadaj pytanie




Odkłamujemy stare prawdy

Jedną z najczęściej spotykanych prawd jest to, że "pies się wyliże". Może najpierw garść informacji abyśmy wiedzieli o czym jest mowa. Kiedy skaleczy się lub zrani zwierzę ( podobnie jak człowiek ) rana pokrywana jest krwią, która "zastyga" w formie strupa. Pod tym strupem organizm przeprowadza bardzo skomplikowany proces naprawy uszkodzonej tkanki. Naprawdę jest tu prowadzonych wiele trudnych do przedstawienia w kilku słowach procesów naprawczych i równocześnie zabezpieczających przed wtórnymi zakażeniami. W efekcie tych procesów po pewnym czasie strup odpada i pojawia się nowa wygojona już tkanka. Czasem jest to prawie niewidoczny ślad a czasem rozległa blizna. Organizm radzi sobie jak może. Najważniejsze to mu w tym nie przeszkadzać. Przy drobnych ranach wystarczy działanie "samo naprawcze" organizmu. Przy rozległych urazach niestety potrzebna jest pomoc lekarska. Napiszę dzisiaj tylko o tych mniejszych ranach. Wszystko jest dobrze dotąd dokąd rana jest pod strupem. Ale w trakcie gojenia pojawia się świąd i nasz kochany pupil zabiera się do lizania rany. Według starej prawdy to dobrze bo "pies się wyliże". Popatrzmy na to z innej strony. Strup, który dotychczas chronił ranę zostaje zerwany. Tracimy więc bardzo ważny element - element ochronny. Co gorsze w ślinie zawsze występują bakterie. W trakcie wylizywania wraz ze śliną dostają się one do rany powodując zakażenie rany. Organizm teraz zaczyna walczyć z zakażeniem i dąży do naprawienia uszkodzenia. Przy zakażeniu dochodzi do procesu zapalnego. Pojawia się poza świądem jeszcze ból, obrzęk, zwiększona temperatura i zaczerwienienie. Zwierze coraz intensywniej zaczyna lizać ranę. Opiekun postępując zgodnie ze starą prawdą zezwala na wylizywanie chorego miejsca. Co gorsze jest przekonany, że robi wszystko dla poprawy stanu zdrowia swojego podopiecznego. To trwa do momentu aż "coś mu tu nie gra". Wtedy przychodzi najpierw do kumpla co się lepiej zna i w końcu trafia do lecznicy dla zwierzą. A wtedy to wygląda tak:

 

 

Po opatrzeniu rany lekarz tłumaczy, że należy zabezpieczyć psa przed wylizywaniem rany. Przystępujemy do leczenia. Ale właściciel wie lepiej.

 

 

I tak to trwa.

 

 

Lekarz swoje a właściciel swoje. Aż w końcu dociera do właściciela, że chyba popełnia jakiś błąd. Ale dopiero wtedy kiedy zobaczył jak pies rozgryza swoją nogę.

 

 

Jak widać koniec "prawdy" jest smutny. Trzeba było amputować nogę. Może więc warto zanim uwierzy się w stare prawdy zapytać kogoś kto na czymś takim się zna. Bo skończyły się czasy kiedy znaliśmy się na wszystkim. Już w garażach i pod blokami aut nie naprawiamy, mebli i innych rzeczy sami nie robimy. Dzwonimy do fachowca i zlecamy jemu określoną pracę. Bo to i taniej i szybciej. Bo szkoda "psiej łapy" przez naszą niewiedzę utraconą przez psa  w wieku 9 miesięcy.